Reklama
  • Czwartek, 19 maja 2016 (08:05)

    Celowe wywoływanie gorączki

Podwyższona temperatura ciała ma dobroczynne działanie na układ odpornościowy. Lekarze wywołują nawet sztuczną gorączkę u chorych na raka, by osłabić komórki guza i zmobilizować organizm do walki z chorobą.

Onkolodzy zauważyli, że pacjenci, u których diagnozują nowotwór, często są zdziwieni, bo, jak twierdzą, wcześniej poważnie nie chorowali. Nawet przeziębienie przebiegało u nich bez gorączki. Okazuje się, że paradoksalnie to nie jest powód do zadowolenia.

Badania potwierdzają, że osoby, które mają infekcje z wysoką gorączką, rzadziej zapadają na nowotwory. W 1985 r. na łamach czasopisma medycznego „The Lancet” opublikowano pracę, której autorzy dowodzili, że przechorowanie w dzieciństwie odry zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworu w wieku dorosłym.

Reklama

Przeanalizowano historie 350 osób, które nie przechodziły odry. Okazało się, że 21 z nich zapadło na nowotwory. Tymczasem spośród 330 badanych, którzy mieli odrę, zachorował tylko jeden. Zaobserwowano również, że nowotwory występują znacznie rzadziej w rejonach świata, w których szaleje malaria, a tej zwykle towarzyszy wysoka i długotrwała gorączka. Pojawiła się nawet koncepcja leczenia chorych na syfilis, polegająca na celowym zakażeniu ich malarią.

Terapię gorączkową próbowano też stosować w innych chorobach, m.in. krztuścu, rzeżączce, półpaścu. Ponieważ trudno było kontrolować przebieg zakażenia, próby te zawieszano. Medycy zaczęli się zastanawiać, jak wprowadzić chorego w stan gorączki, nie narażając go na groźne skutki infekcji.

Poszukiwali metod podniesienia ciepłoty ciała, podgrzewając je do ok. 40 st. C, bo badania laboratoryjne potwierdzały, że jest to temperatura krytyczna dla wielu drobnoustrojów. Analizowano właściwości gorących kąpieli oraz seansów w saunie.

To jednak nie wystarczało, bo aby podgrzać organy wewnętrzne do 38,5-42 st. C, należałoby poddać ciało działaniu temperatur, które wywołują oparzenia na skórze. Naukowcy szukali więc innej drogi.

Hipertermia albo termoterapia

Tak współcześnie nazywa się zabiegi polegające na podgrzewaniu ludzkiego ciała w celach leczniczych. Wykorzystuje się je głównie w leczeniu nowotworów. Wywołanie sztucznej gorączki stało się możliwe dzięki skonstruowaniu urządzeń wykorzystujących promieniowanie elektromagnetyczne. Potrafią one podnieść temperaturę całego organizmu albo tylko dotkniętego chorobą rejonu ciała nawet do 42 st. C.

Dzięki specjalnym filtrom do ciała pacjenta docierają wyłącznie fale bezpieczne dla skóry, których użycie nie grozi poparzeniem. Sprzęt do hipertermii miejscowej to stół wyposażony w kilka głowic, które w zależności od potrzeb nagrzewają konkretne rejony ciała chorego. W ośrodkach klinicznych do hipertermii miejscowej wykorzystuje się także urządzenia stosowane w brachyterapii śródoperacyjnej.

W zaatakowanym przez nowotwór organie lekarze umieszczają specjalne prowadnice, za pośrednictwem których w sposób kontrolowany podgrzewają guz. Następnie poprzez te same prowadnice wprowadzają do guza cząsteczki promieniotwórcze. Korzystne działanie hipertermii wykorzystuje się również w operacyjnym leczeniu chorych z przerzutami nowotworowymi do otrzewnej.

Bez leczenia mają oni kilka miesięcy życia, ale ich szanse zwiększa chirurgiczne usunięcie zmian w skojarzeniu z zabiegiem dootrzewnowej chemioterapii perfuzyjnej w hipertermii, zwanym HIPEC (z ang. Hyperthermic Intraperitoneal Chemotherapy). Polega on na podgrzaniu jamy otrzewnej przy użyciu specjalnej aparatury do 42 st. C. i wpuszczeniu do niej na ok. 40 min roztworu chemioterapeutyku. HIPEC można przeprowadzić podczas operacji usuwania przerzutów albo po niej przez zamknięte powłoki brzuszne, używając w tym celu specjalistycznych drenów.

W odróżnieniu od hipertermii miejscowej ogólnoustrojowa polega na ogrzaniu całego organizmu. Na łóżkach instaluje się namioty – nagrzewają wszystkie partie z wyjątkiem głowy. Emitowana przez umieszczone w nich promienniki energia dociera do położonych pod skórą naczyń włosowatych i ogrzewa płynącą w nich krew. Hipertermia prężnie rozwija się w Niemczech, Holandii, Szwajcarii i Austrii. Od kilku lat jest dostępna także w Polsce.

Specjalistyczne urządzenia ma 18 polskich ośrodków, w tym kilka akademickich (Białostockie Centrum Onkologii, Wielkopolskie Centrum Onkologii oraz Centrum Onkologii – Instytut Oddział w Gliwicach). Większość jednak to placówki prywatne (m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Rybniku), oferujące leczenie komercyjne. Pojedynczy zabieg hipertermii miejscowej to koszt kilkuset złotych, ogólnoustrojowej – 1000-1500 zł.

Jak to działa?

– Hipertermia jest uznaną formą terapii, wspomagającą leczenie nowotworów. Można ją stosować w skojarzeniu z radio- lub chemioterapią. Obliczono, że może ona aż pięciokrotnie nasilić działanie radioterapii poprzez zwiększenie cytotoksycznego efektu tej terapii – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Bogdan Michalski, prezes Polskiego Towarzystwa Hipertermii Onkologicznej.

– Jednak warto z tej metody korzystać także po zakończeniu radio- czy chemioterapii ze względu na jej efekt stymulujący układ odpornościowy. Sprawdza się ona także w leczeniu paliatywnym ze względu na efekt przeciwbólowy. O jej pozytywnym działaniu świadczy 13 badań klinicznych prowadzonych z udziałem chorych na raka szyjki macicy, pęcherza, odbytnicy, przełyku, piersi, a także z glejakami i mięsakami – wymienia prof. Michalski.

Zastosowanie chemioterapii i hipertermii powoduje zwiększenie wchłaniania cytostatyków przez komórkę nowotworową oraz korzystnie zmienia wewnątrzkomórkową dystrybucję leku. Hipertermia poprawia szybkość reakcji chemioterapeutyku poprzez przyspieszenie wewnątrzkomórkowego metabolizmu leku. Najefektywniej działa w fazie podziału komórek nowotworowych, hamując naprawę ich DNA i tym samym zwiększając proces ich obumierania. Ta metoda ma wiele zalet, m.in.: nieinwazyjność, nietoksyczność, brak skutków ubocznych, redukcję działań niepożądanych występujących przy chemio- i radioterapii.

Przeciwwskazania? Jest ich niewiele, np.: niewydolność krążeniowo-oddechowa, posiadanie rozrusznika serca lub elementów metalowych w tkance poddawanej zabiegowi, ostre infekcje i stany zapalne, gruźlica, miażdżyca naczyń mózgowych, nadczynność tarczycy i ciąża. – Przez kilka lat stosowałem hipertermię w skojarzeniu z brachyterapią w leczeniu zaawansowanych przypadków raka szyjki macicy i powtórnego napromieniania chorych na raka prostaty – mówi onkolog- -radioterapeuta, dr n. med. Norbert Piotrkowicz.

– Fale elektromagnetyczne wspomagają działanie promieniowania, oddziałując na komórki nowotworowe odporne na promieniowanie z racji fazy cyklu komórkowego lub niedotlenienia. Ponadto podwyższona temperatura uszkadza jądro komórkowe, mitochondria i błonę komórkową, doprowadzając do śmierci komórki nowotworowej. Ponieważ patologiczne naczynia w guzie, w odróżnieniu od zdrowych, są pozbawione możliwości rozszerzania pod wpływem podwyższonej temperatury, mogą tworzyć się w nich zatory i zakrzepy, co w efekcie może prowadzić do martwicy w tkankach guza.

Powstawanie zakrzepów i zatorów wspomaga także działanie wielu cytostatyków, powodując ich kumulację w guzie – wyjaśnia onkolog. W efekcie duże guzy, które uznano za nieoperacyjne, po terapii znacznie zmniejszały swoje wymiary i często stawały się operacyjne. Hipertermia ma w środowisku onkologów i entuzjastów, i przeciwników. Kontrowersje budzi zwłaszcza ta ogólnoustrojowa, oferowana wyłącznie przez komercyjne placówki. Przeciwnicy zwracają uwagę, że brakuje dowodów klinicznych przemawiających za jej skutecznością.

– Wyniki badań nad hipertermią całego ciała w leczeniu nowotworów i innych chorób jednoznacznie wskazują na występowanie korzystnych zmian w układzie immunologicznym – tłumaczy prof. Michalski. – Do najważniejszych należą: dojrzewanie komórek dendrytycznych odpowiedzialnych za rozpoznanie komórki nowotworowej przez limfocyty T i NK, przedłużenie aktywności limfocytów T, aktywacja monocytów i makrofagów. Od roku kwalifikuję pacjentów do tego typu zabiegów i obserwuję, że ich komfort życia się poprawia. Mają mniej dolegliwości i więcej energii.

Dr n. med. Norbert Szaluś z przychodni ImmunoMedica w Warszawie, specjalista medycyny nuklearnej, stosuje u swoich pacjentów hipertermię całego ciała. – Mam bardzo pozytywne doświadczenia w leczeniu chorych z przerzutami nowotworu do kości, którzy przed terapią mieli lub nie silne dolegliwości bólowe. To są pacjenci, którym onkolodzy często nie mają nic do zaproponowania. Po zabiegach hipertermii potwierdzają oni znaczące zmniejszenie dolegliwości, a w badaniach obrazowych widać, że zmiany kostne wyraźnie zmieniają strukturę na korzyść.

Borelioza, zespół przewlekłego zmęczenia, łuszczyca, schorzenia tkanki łącznej to tylko niektóre choroby, w których próbuje się wykorzystywać hipertermię ogólnoustrojową. Czy pomaga? Niektórzy pacjenci twierdzą, że tak, inni, że nie. Ale warto próbować, zwłaszcza gdy nie pomagają inne terapie.

Nie zbijaj gorączki!

Podwyższona ciepłota ciała powoduje uszkodzenie DNA bakterii. Ponadto w odpowiedzi na pojawienie się we krwi pirogenów (produkt metabolizmu bakterii i wirusów) przyspiesza proces wytwarzania przeciwciał oraz podziału limfocytów.

Katarzyna Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Dieta w chorobie nowotworowej

    Na całym świecie na różnego rodzaju nowotwory choruje wiele milionów ludzi, a zachorowalność na choroby tego typu rośnie. W Polsce rak zabija rocznie blisko 100 tys. osób, z czego 94 tys. umiera w... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.